elitetra
← Poradnik
Historia uczestniczki

Jak Ewa po kursie wróciła do swoich arkuszy budżetowych

Krótka historia uczestniczki, która po zajęciach odłożyła materiały na półkę, a po kilku tygodniach zaczęła z nich korzystać co niedzielę. Co jej w tym pomogło.

Katarzyna Wójcik

4 min czytania

Jak Ewa po kursie wróciła do swoich arkuszy budżetowych

Początek: teczka na półce

Ewa trafiła do nas jesienią, po tym jak jej rodzinie przestały wystarczać rozmowy o tym, gdzie znikają pieniądze z konta. Zapisała się na kurs budżetu domowego, przychodziła regularnie i notowała. Po ostatnim spotkaniu dostała od nas zestaw materiałów do pracy własnej: arkusze budżetowe, listy kontrolne i krótkie przewodniki. Wzięła je do domu, włożyła do teczki i odłożyła na półkę w przedpokoju.

Piszę o tym, bo to bardzo częsty początek. Zajęcia dają jasność, ale po powrocie do domu wraca codzienność: szkoła dzieci, praca, zakupy. Materiały, które miały być narzędziem, stają się pamiątką po kursie. Ewa przyznała mi później, że przez prawie dwa tygodnie nie otworzyła teczki ani razu i trochę się tego wstydziła.

Telefon z pytaniem o jeden arkusz

Jako koordynatorka materiałów odbieram sporo telefonów po zakończeniu zajęć. Ewa zadzwoniła z konkretnym pytaniem: czy musi wypełniać cały arkusz miesięczny od pierwszego dnia, bo wydaje jej się to zbyt duże zadanie. Odpowiedziałam, że nie musi. Arkusz jest podzielony na części, a pierwsza dotyczy tylko stałych opłat, które i tak znamy z umów i faktur.

Poradziłam jej, żeby zaczęła od tej jednej części, bez liczenia reszty. Wypisała czynsz, prąd, internet, telefon i raty. Zajęło jej to około dwudziestu minut przy kuchennym stole. Dopiero wtedy zobaczyła, ile wynosi suma wydatków, które wracają co miesiąc niezależnie od jej decyzji, i że ta kwota była wyższa, niż zakładała.

Lista kontrolna zamiast dobrych chęci

Drugim elementem, który okazał się dla niej przydatny, była lista kontrolna terminów płatności. Ewa przepisała daty z faktur i umów na jedną kartkę i powiesiła ją przy lodówce. Wcześniej część rachunków opłacała w ostatniej chwili, a jeden z nich raz zapłaciła po terminie, co zwykle dzieje się wtedy, gdy papiery leżą w kilku miejscach.

Taka lista nie wymaga żadnej wiedzy specjalistycznej, tylko jednego wieczoru porządkowania. Na zajęciach mówiliśmy o czytaniu umów i faktur, a lista pozwoliła Ewie przełożyć tę wiedzę na własne dokumenty. Po kilku tygodniach powiedziała, że po raz pierwszy od dawna nie musi pamiętać o terminach z głowy, bo wystarczy spojrzeć na kartkę.

  • Najpierw jedna część arkusza, nie cały miesiąc
  • Daty płatności w jednym, widocznym miejscu
  • Stałe opłaty spisane z faktur, nie z pamięci

Niedzielny kwadrans

Z czasem Ewa wypracowała własny rytm. W niedzielę wieczorem siada na kwadrans z arkuszem, wpisuje wydatki z kilku ostatnich dni i sprawdza, czy zgadza się to z planem. Nie robi tego co dzień, bo wiedziała, że szybko by zrezygnowała. Wolała rzadziej, ale regularnie, i ta decyzja okazała się kluczowa.

Warto zauważyć, że arkusz nie zmienił jej dochodów ani wydatków z dnia na dzień. Zmienił to, że wie, ile ma na konkretne cele i skąd bierze się napięcie przy końcu miesiąca. Rozmowy z mężem o pieniądzach stały się krótsze i spokojniejsze, bo oboje patrzą na te same liczby zapisane na kartce, a nie na swoje wrażenia.

Co zmieniła w materiałach

Ewa nie korzystała z arkuszy dokładnie tak, jak je przygotowaliśmy. Skreśliła dwie kategorie, które jej nie dotyczyły, i dopisała własną: wydatki na dojazdy dziecka na zajęcia dodatkowe. To dla nas cenna informacja, bo pokazuje, że materiały mają być punktem wyjścia, a nie sztywnym formularzem do wypełnienia.

Podczas rozmowy o jej doświadczeniach zapytałam, co poradziłaby osobom, które właśnie kończą kurs. Powiedziała, że warto od razu wyjąć materiały z teczki i położyć je tam, gdzie widać je na co dzień. Dla niej było to miejsce na kuchennym stole, obok kalendarza. Samo ustawienie arkusza w zasięgu wzroku zrobiło większą różnicę niż kolejne postanowienia.

Wnioski z jednej historii

Historia Ewy nie jest wyjątkowa i dlatego ją opisuję. Większość uczestników zaczyna podobnie: z dobrymi zamiarami i teczką, która czeka na odpowiedni moment. Różnica polega na tym, jak mały pierwszy krok uda się wykonać, zanim zapał opadnie.

Jeśli po zajęciach czują Państwo podobną niepewność, można zacząć od jednej listy lub jednej części arkusza i nie planować niczego ponad to. Materiały do pracy własnej są po to, by wracać do nich w swoim tempie, także po tygodniach przerwy, bez poczucia, że coś zostało zaprzepaszczone.

Ewa nie odkryła żadnego sekretu. Zaczęła od jednej części arkusza, spisała terminy na kartce przy lodówce i znalazła w tygodniu kwadrans, który naprawdę mogła poświęcić. Materiały do pracy własnej działają wtedy, gdy leżą na widoku i nikt nie wymaga od nas, żebyśmy wypełnili wszystko naraz. Jeśli teczka z kursu stoi jeszcze na półce, można zacząć dziś od najkrótszej kartki.

Tekst

Katarzyna Wójcik

Koordynatorka zapisów i materiałów

Dba o terminy zajęć, kontakt z uczestnikami i przygotowanie materiałów dydaktycznych.

Czytaj także w poradniku

Skontaktuj się z nami